ZA COŚ TAKIEGO NIE WARTO UMIERAĆ

- odpowiedział najmłodszy Vincent (ze złamaną ręką) na propozycję wolontariusza Piotrka na zjazd z najwyższej zjeżdżalni zakopiańskiego Aquaparku ("I don't want to die for nothing"). W poniedziałkowe południe chłopcy byli już w górach. Choć ks. Rysiek od razu chciał próbować wejścia na Giewont, przegłosowaliśmy Gubałówkę. Wejście okazało się wcale nie takie proste, ale daliśmy radę. Na szczycie chłopcy mogli podziwiać piękno Tatr oraz wcielić się w rolę saneczkarzy. Dużą atrakcją był zjazd kolejką krzesełkową z Szymaszkowej, który podarowali nam górale. Zapytani podczas zjazdu chłopcy, co by było gdybyśmy teraz spadli, jeden z nich odpowiedział: "stracilibysmy wszystkie zęby". Po obiedzie i krótkim odpoczynku, udaliśmy się na przechadzkę po Krupówkach oraz do zakopiańskiego Aquaparku. A tu już nie da się opisać tego wodnego szaleństwa. Vincent ze złamaną ręką mógł sobie pozwolić na zjazd tylko z najniższej zjeżdżalni, a po godzinie trudno było zebrać wszystkich do wyjścia. Z wilczym apetytem chłopcy zjedli kolacje i padnięci udali się na spoczynek.