ZWYKŁA PRACA, W KTÓREJ ZAWSZE JEST COŚ NIEZWYKŁEGO

List ten jest kontynuacją poprzedniego, w którym Tomek pisał nam o swoim codziennym życiu w CALM (Chlidren and Life Mission). Właśnie mija pół roku jego pracy na misjach jako wolontariusz. Tomku, zapewniamy o naszych ciepłych myślach i modlitwie, a wszystkim polecamy lekturę jego zapisków z serca Afryki.

 

Spotkanie wolontariuszy w Rwandzie

Ostatnio jednym z takich urozmaiceń (i wspomnianym wyjątkiem od rutyny) był wyjazd do Rwandy na kilka dni na przełomie stycznia i lutego, na spotkanie wolontariuszy salezjańskich z naszej Inspektorii (Rwanda, Burundi, Uganda). Nie będę się na ten temat rozpisywał, bo raczej poszedłbym znowu w stronę moich nieskończonych refleksji. Był to bowiem dla mnie świetny wypad głównie ze względu na możliwość spotkania się z innymi wolontariuszami (głównie salezjańskimi, ale nie tylko).
Na prawdę wymiana doświadczeń z różnych placówek, umacnia, otwiera horyzonty, pokazując różne rodzaje pracy spełnianej przez wolontariuszy i pomaga radzić sobie z problemami, które, jak się okazuje, czasem są wspólne dla wielu z nas. Poza tym to spotkanie dało mi świeże spojrzenie na moją tożsamość, jako wolontariusza salezjańskiego i jak się w tym odnajduję. Oczywiście był to też dla mnie czas dobrego odpoczynku. Poznałem nową placówkę salezjańską – Gatenga, w stolicy Rwandy, Kigali – gdzie odbywało się spotkanie (a odwiedzanie placówek misyjnych staje się dla mnie powoli swego rodzaju celem podróżniczym pobytu tutaj). Dodatkowo spędziłem trzy dni nad jeziorem Muhazi w górach, gdzie salezjanie mają coś na kształt ośrodka rekolekcyjnego. Ks. Danko, który był organizatorem spotkania wolontariuszy, zabrał nas wszystkich tam na jeden dzień, a ja dodatkowo zostałem z nim i jego gośćmi z Europy (w tym jedna babuszka z Czech, z którą mogłem pogadać po polsku) na dwa kolejne dni, bo nigdzie mi się nie spieszyło. Tak więc mogłem poleniuchować, poczytać i korzystać z uroków świetnego krajobrazu. Bezcenne.

 

Zabawki w obiegu

Widzę, że znów się zapędziłem w słowach, a jeszcze nie dotarłem do tego, co dla mnie najważniejsze. Otóż ostatnio (tak się złożyło, że dokładnie z początkiem marca) postanowiłem wziąć się konkretnie za moją robotę tutaj. Dotychczas ciągle jeszcze szukałem i byłem nie do końca zdecydowany, co do moich obowiązków.
Teraz jednak mam już raczej pełny obraz i ustabilizowaną wolę: jestem faktycznie wujkiem od dobrej zabawy. W związku z tym ruszyłem konkretnie z zajęciami pozaszkolnymi dla chłopaków. Bez żadnych rewelacji, ale przynajmniej jestem z nimi i puściłem w ruch różnego rodzaju zabawki, które inaczej by leżały bezużyteczne. Wprowadziłem też program aktywności sobotnich, tak by chłopacy nie spędzali całego dnia oglądając telewizję (co doprowadzało mnie czasami do niezłego doła). Poza tym w dalszym ciągu jestem oczywiście obecny przy stałych punktach CALMowego rytmu życia. Pracy jest więc, powiedzmy, wystarczająco, tak że nie ma mowy o nadmiarze bezczynności. Od przyszłej niedzieli mam ruszyć ze „szkółką niedzielną”, czyli katechazami dla chłopaków. Szczerze mówiąc to wiem, że żaden ze mnie katecheta, jak i żaden ze mnie wychowawca. Jednak wierzę, że jakoś to pójdzie. Wychodzę z założenia, że Bóg mnie tu postawił, więc ja tylko robię, co potrzebne, a już On zajmie się tym, żeby wszystko było dobrze.

 

Pochylić się nad Słowem Bożym

No i jeszcze informacja dla tych, którzy będą wiedzieć o co chodzi. Rozpocząłem tutaj „spotkania biblijne”. Na razie tylko ja i Paweł, ale jest świetnie. No i z nim również mamy coś na kształt spotkań wolontariatu misyjnego. Omawiamy sprawy CALM i chcemy zgłębiać duchowość salezjańską. Zdecydowanie jest to jedna z najważniejszych lekcji, jakie już tu otrzymałem: samemu nie da rady i trzeba wspólnoty z innymi ludźmi. Będąc tutaj czasem wspominam i doceniam bardzo obecność i przyjaźń tych wszystkich, których zostawiłem, wyruszając na „misję”.
Tak to dotarłem do końca. Życzę sobie wszystkiego najlepszego, świętując pół roku w Ugandzie (a także moje imieniki), popijając dumę tego kraju – „Nile Special” :)
Pozdrawiam.

Tomasz Karczmarek MWDB
Namugongo – Uganda 8/03/2010